Aktualności

LISOPAD


KAMPANIA INFORMACYJNA MINISTARSTWA ZDROWIA








„Postęp” głupoty w natarciu

  1. Kilka dni temu pisaliśmy w DN o projektowanej w pobliżu ulicy Poniatowskiego kolejnej lokalizacji masztu telefonii komórkowej. Tym razem stawiać go będzie Play – ten sam operator, który zainstalował nie pytając o zgodę większości okolicznych mieszkańców swoje urządzenia nadawczo odbiorcze na wieży nowogardzkiego kościoła. Każdy osobiście może to zobaczyć i podziwiać elementy tej modernistycznej architektury wplecione w gotyk świątyni.
  2. To już zatem 12 lokalizacji na terenie bądź w bezpośredniej otulinie miasta emiterów szkodliwego dla zdrowia organizmów żywych stanowiska emiterów. Przypomnijmy, że w naszym mieście mamy wyjątkowo duże zagęszczenie tego typu stanowisk w samym centrum w pobliżu gęsto zamieszkałych części miasta nawet w takim zasadniczym centrum, jak dach byłego hotelu czy wspomniana już wieża kościoła.
  3. Przyczyna jest taka, że nasze nowogardzkie społeczeństwo jak rzadko które w zasadzie nie protestuje wobec kolejnej lokalizacji. Pewne mało zresztą dynamiczne wyjątki to protest 2 (słownie dwóch!) osób wobec lokalizacji na kościele i mało konsekwentna próba protestu wobec innej lokalizacji, lokalizacji w Wojcieszynie. Nie muszę wspominać, że protesty te nic nie dały. Skoro nikt nie protestuje tylko nieliczni to mamy rzeczywistość jaką sobie życzymy.
  4. Na razie na tych masztach zainstalowanych w Nowogardzie i okolicy miasta są montowane zestawy nadawczo odbiorcze starszej generacji telefonii komórkowej. Nie ma tam na razie, przynajmniej jak twierdzą operatorzy jeszcze sławnej 5G. Ale to na razie, ponieważ inwazja 5G postępuje w tempie błyskawicznym i wkrótce nowogardzkie punkty przesyłowe będą emitowały pełną gamę czy raczej szeroką częstotliwość najbardziej szkodliwych zakresów PEM.
  5. Wtedy też w pełni odczujemy i to dosłownie na własnej skórze tzw.   „cenę postępu”, którą niektórzy uważają za nieuniknioną… zatem nie unikną chorób. Są jednak i to całkiem liczna liczba naukowców, którzy jednak nawołują, żeby takiego postępu nie wdrażać i nie popierać. Ostrzegają oni też przed skutkami zdrowotnymi narażonych na emisję PEM i pokazują konkrety do jakich doprowadza smog elektromagnetyczny.
  6. Do tej grupy należy między innymi prof. Halina Abramczyk (ur. 23 sierpnia 1951 w Zduńskiej Woli-Karsznicach. To polska fizyczka i chemiczka, specjalistka w dziedzinie spektroskopii molekularnej i laserowej, profesor zwyczajny, wykładowca Politechniki Łódzkiej. Prowadzi badania nad metodami diagnostycznymi wykrywania wczesnych zmian nowotworowych metodą spektroskopii Ramana, obrazowania molekularnego Ramana i femtosekundowej spektroskopii laserowej.  Wykładowca wielu zagranicznych uczelni. Członek zarządu stowarzyszenia naukowego European Molecular Liquids Group (1992-2015). Członek komitetów naukowych wielu konferencji międzynarodowych.
  7.  Oto cytat z jednego z wywiadów z profesor” efekty nietermiczne powodują różnorakie efekty fizjologiczne w postaci zmian sygnałowych i metabolicznych, zmian w stresie oksydacyjnym, zmian o możliwych skutkach onkologicznych i reprodukcyjnych. Należy chronić się przed promieniowaniem tego typu i elektrosmogiem… dowody na właściwości biologiczne pól elektromagnetycznych wskazują na istnienie wielopoziomowych interakcji między polami elektromagnetycznymi o wysokiej częstotliwości a systemami biologicznymi oraz na możliwość skutków onkologicznych i nieonkologicznych (głównie reprodukcyjnych, metabolicznych, neurologicznych, mikrobiologicznych). Ponadto zwraca się uwagę, że szczególne obawy budzi szeroka i rosnąca gęstość urządzeń bezprzewodowych i anten…”
  8. Niestety głupota ma to do siebie, że jest odporna na naukę, również na dowody, o których wspomina pani profesor, zatem sieć masztów komórkowych rośnie przy poklasku rzesz postępowych postępowców… na zdrowie.

Marek Słomski


SIERPIEŃ


Instrukcja antyrakowa

Czy można ograniczyć prawdopodobieństwo zachorowania na nowotwór? Można. Wystarczy przestrzegać zasad Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem. Czego dotyczą zalecenia? Czy zmieniając nasze codzienne nawyki, styl życia, możemy planować długie życie bez nowotworu? Tego, już wkrótce, dowiecie się z naszego artykułu.

#PlanujęDługieŻycie #NSO #EuropejskiKodeksWalkizRakiem


Głos wołającego na puszczy…

  1. Ponad 19 milionów, czyli więcej niż połowa mieszkańców Polski w zasięgu najszybszego internetu 5G Plusa- chwalił się na początku roku największy obecnie ze wszystkich operatorów dostawca 5G w Polsce i to jeszcze nie koniec instalacji przygotowywanych przez Plusa. Jeśli do tego dodamy zasięgi – także nadal w tracie rozwoju – innych operatorów, to z usług 5G może na dzisiaj korzystać większość obywateli a na pewno prawie wszyscy mieszkańcy dużych i średnich miast.
  2. Wraz z rozwojem tej usługi rośnie jednocześnie zachwyt rzesz homosmartfoniarzy wpatrzonych w swoje przeskakujące w tempie ledwie uchwytnym ekrany. Z powodu szybkości, jakie oferuje 5G internetowa iniekcja jest teraz ciągła, bez żadnych nawet sekundowych przerw na oczekiwanie – błogiego szczęście nie przerywa więc dotychczasowa niedoskonałość techniki…
  3. Tymczasem obok naukowego rozwoju techniki ogłupiania ludzkości, którą zajmuje się dobrze opłacana przez firmy telekomunikacyjne i rządy część naukowców, to inna ich część- kierująca się nadal poczuciem misji- rozwija także metodami naukowymi wiedzę na temat tego, na czym to ogłupianie polega a zwłaszcza jaką cenę zdrowotną psychiczną, cielesną, ale i mentalną płacimy za tę „wygodę i przygodę”.
  4. Najpierw przedstawmy jedną z tych przedstawicieli świata nauki, które wzywają do opamiętania, póki nie jest jeszcze za późno. To prof. Halina Abramczyk – polska fizyczka i chemiczka, specjalistka w dziedzinie spektroskopii molekularnej i laserowej, profesor zwyczajny, wykładowca Politechniki Łódzkiej. Prowadzi badania nad metodami diagnostycznymi wykrywania wczesnych zmian nowotworowych metodą spektroskopii Ramana, obrazowania molekularnego Ramana i femtosekundowej spektroskopii laserowej. Wykładowca (visiting professor) w kilku zagranicznych uczelniach. Jest członkiem Komitetu Redakcyjnego Journal of Molecular Liquids od 1992 roku. Członek zarządu stowarzyszenia naukowego European Molecular Liquids Group (1992-2015). Członek komitetów naukowych wielu konferencji międzynarodowych. Wygłosiła wiele wykładów plenarnych i wykładów na zaproszenie w kraju i zagranicą.  
  5. Właśnie profesor Halinie Abramczyk o szkodliwości pól elektromagnetycznych emitowanych przez sieci komórkowe, a w szczególności o 5G – udało się nawet powiedzieć jakiś czas temu w telewizji publicznej, co prawda śniadaniowej – aby zbyt wielu tego nie słyszało i przy okazji innego tematu – ale to i tak dobrze.  Pani profesor użyła pewnego fortelu, aby powiedzieć publicznie na antenie, że możemy się liczyć z gwałtowna falą wzrostu nowotworów mózgu, z powodu rozwoju 5 G. Do audycji w telewizji publicznej została Ona zaproszona w innym temacie jako kierownik zespołu, któremu udało się opracować nowatorską metodę leczenia nowotworów, w tym sposób precyzyjnego określenia w czasie rzeczywistym-podczas operacji- obszaru do wycięcia komórek nowotworowych, co jak wiemy ma bardzo istotne znaczenie dla uniknięcia ewentualnych przerzutów, czy jak szczególnie w wypadku mózgu uniknięcia uszkodzeń zdrowych układów nerwowych. Pani profesor sama w pewnym momencie zmieniła temat, aby powiedzieć o zagrożeniach medycznych związanych z ekspansją 5G. Szczególnie mówiła o kancerogennych dla mózgu właściwościach fal na których pracuje 5G a których ogromnego zagęszczenia w środowisku wymaga rozwój tej technologii.  
  6.  Nie tylko wybitni naukowcy jak prof. Abramczyk i odpowiedzialni lekarze ostrzegają przed tą zabójczą dla zdrowia technologią jaką jest 5G. Już w 2016 Europejska Akademia EUROPAEM stwierdziła, że „istnieją silne dowody na to, że długoterminowa ekspozycja na pole elektromagnetyczne może powodować wzrost zachorowań na nowotwory, Alzheimera i bezpłodność. Częściej jednak mamy do czynienia z objawami nadwrażliwości na EMF, m.in. bólami głowy, trudnościami z koncentracją, problemami ze snem, depresją, brakiem energii, zmęczeniem i symptomami grypopodobnymi”.
  7. Niestety nasz rząd, jak i niektóre inne rządy, zupełnie nie reaguje na te ostrzeżenia i angażuje ogromne środki publiczne na wspomożenie rozwoju 5 G. Ułatwia też ten proces w zakresie otoczki prawnej np. 3 lata temu zmienił rozporządzeniem normy emisji natężenie PEM, zwiększając ich dopuszczalny poziom w Polsce… 10 000 krotnie!
  8. Cicho siedzi też społeczeństwo. Jak w przypadku montaży nowych masztów do anten telefonii komórkowej wcześniejszych generacji zdarzały się nawet bardzo ostre protesty społeczne, tak w przypadku instalacji 5G nie odnotowujemy prawie żadnych oddolnych działań protestacyjnych. Być może że moduły 5G instalowane są na istniejącej już rozbudowanej siatce masztów a także dodatkowe niewielkie anteny tego systemu instalowane gęsto w różnych miejscach niezbyt rzucają się w oczy a zwłaszcza nie wymagają trybu uzgodnień. 
  9. Nasza redakcja, od dawna ostrzega przed skutkami zdrowotnymi PEM wynikającymi z nieodpowiedzialnej koncepcji stawiana na 5G, zamiast np. na telefonię opartą na nieinwazyjnym zdrowotnie światłowodzie- który ponadto zapewnia też tzw. szybki a nawet szybszy internet.  Wspieramy też każde ruchy i działania obywateli protestujących przeciwko szaleństwu bezprzewodowemu – to nie pierwsza tzw.  „wygoda”, której skutkiem jest zmniejszenie cierpienia i uciążliwości a to… poprzez szybszą śmierć!

Marek Słomski

LIPIEC


Za długie nie przeczytam…, czyli klątwa internetowego czytania

  1. Świat nauki już wie, że powszechne dzisiaj cyfrowe czytanie stanowi poważne zagrożenie cywilizacyjne i to z powodu nie głównie zmian mentalnych, ale zmian… w ludzkim mózgu, które wywołuje tekst cyfrowy!  Czym zatem jest i czym skutkuje „klątwa czytania internetowego”.
  2. Prace z dziedziny neurobiologii już dawno dowiodły, że nabycie klasycznej umiejętności czytania i pisania wymagało utworzenia nowego obwodu w mózgu naszego gatunku. Szczęśliwie doszło do tego około 6000 lat temu. Obwód ten ewoluował od bardzo prostego mechanizmu dekodowania podstawowych informacji, takich jak liczba kóz w stadzie, do obecnego, wysoce rozwiniętego mózgu czytającego. Badania prowadzone obecnie w wielu częściach świata ostrzegają, że każdy z tych istotnych procesów „głębokiego czytania” może być zagrożony, gdy przechodzimy na cyfrowe sposoby czytania – czytamy w krajowym popularnonaukowym periodyku.
  3.  Te tajemnicze a rozpoznane jako negatywne skutki czytania internetowego zyskały już w publicystyce naukowej miano „klątwy lektury internetowej”.  Nicholas Carr w artykule „Is Google Making Us Stupid?” potwierdził rosnące w środowisku badaczy obawy, przeprowadzając eksperyment dotyczący zmian neurologicznych u osób, które na stałe zaczęły posługiwać się internetem.
  4. W trakcie tego eksperymentu okazało się, że nabycie biegłości internetowej wyklucza zachowanie starej zdolności do lektury. Osoby te, nawet gdy chcą, nie potrafią „przełączyć” z powrotem swojego mózgu. Komentując to ustalenie znany polski publicysta Jacek Dukaj zauważa, że kiedyś potrafił zagłębić się w lekturze na długie godziny – dzisiaj zaś walczy, by skupić się na kilku stronach: „Czuję niemal fizycznie, jak coś wyrywa mnie z lektury: mój umysł przeskakuje z tekstu do innego strumienia informacji, nawet gdy nie ma żadnego innego strumienia informacji. […] Myślę w rytmie staccato. Umiem odbierać „równolegle” krótkie przekazy z wielu źródeł, ale nie jestem już w stanie przeczytać „Wojny i pokoju” – konkluduje publicysta.
  5. Zatem okazuje się, że cywilizacja nasza, zwłaszcza jej fenomen jakim jest   nauka, zbudowana wszak na nabytej umiejętności skupienia i analitycznej refleksji, stoi przed ogromnym zagrożeniem. Zagrożeniem utracenia przez człowieka jako gatunku – i to na skutek zmian neurologicznych w mózgu wywołanych zmianami w nawykach czytania – zdolności twórczej kontemplacji!
  6. Co tracimy konkretnie?   Skalę zagrożenia pokazują Maryanne Wolf i Mirit Barzillai w artykule „The Importance of Deep Reading”. W tekście tym przekonują oni, że uważne czytanie, przy którym zagłębiamy się w lekturę, jest bardzo ważne. Wolf i Barzillai analizują dalej istotę tego „głębokiego czytania”, czyli umiejętności gatunku ludzkiego rozwijanej dotychczas poprzez klasyczne czytanie książek.  „Głębokie czytanie” – komunikują autorzy – oznacza obszar wyrafinowanych procesów, które napędzają zrozumienie i które zawierają myślenie opierające się na wnioskowaniu, dedukcyjne rozumowanie, umiejętności analityczne, analizę krytyczną, refleksję. Umysły eksperckie potrzebują milisekund, żeby uruchomić ten proces; młody umysł potrzebuje lat, żeby je rozwinąć. Badacze wskazują na potencjalne niebezpieczeństwo, które stwarza nacisk kultury cyfrowej położony na natychmiastowość i zniechęcający do głębszego namysłu, zarówno podczas czytania, jak i myślenia.
  7. Niestety zagrożenie to nie jest tylko możliwością, ale realizującą się właśnie i to od kilkunastu lat rzeczywistością, co wykazują już badania w tym te przywołane wyżej, ale również inne o charakterze statystyczno-socjologicznym.
  8. W 2001 roku firma Microsoft przeprowadziła na grupie dwóch tysięcy Kanadyjczyków test, w którym podzielono uczestników na dwie grupy: pierwsza czytała opowiadanie w tradycyjnej formie, a druga – przedstawione w sposób „internetowy” (hipertekstowo). Czytelnikom internetowym lektura nie tylko zabrała więcej czasu, ale na koniec siedmiokrotnie częściej zgłaszali oni niezrozumienie tego, co właśnie przeczytali. Czytając w internecie, łatwiej ulec pokusom prokrastynacji. Coraz powszechniejsza wielozadaniowość sprawia, że teksty czytane są pobieżnie. W ostatnich trzynastu latach attention span, czyli czas trwania koncentracji człowieka, skrócił się o jedną trzecią. Zmiana ta dotyczy głównie osób młodych, w wieku od 18 do 24 lat. 77% osób przyznaje, że pierwszym odruchem, gdy nic innego ich nie zajmuje, jest sięgnięcie po telefon. Ponadto statystyczny użytkownik nie czyta więcej niż kilka akapitów. Powstał sieciowy akronim na tę reakcję: TL; DR – co oznacza Too Long; Didn’t Read. (Za długie: nie przeczytam).
  9. Elektroniczność lektury sprawia, że coraz częściej zapadamy na jakąś formę technologicznego alzheimera. Z papierem jest inaczej: papier domaga się dyscypliny i uważności. – czytamy w przywołanym już na wstępie tekście w krajowym periodyku popularno-naukowym. Czy zatem swoisty regres kulturowy ludzkości, czyli degradacja do poziomu cywilizacji obrazkowej (jako „obrazek” odbieramy na ogół tekst, nawet stronę książki, w internecie) jest nieuniknionym i przesądzonym już losem naszego gatunku?  Niekoniecznie ….
  10. Ta opowieść o zmieniającym się mózgu czytelnika nie musi bowiem koniecznie oznaczać nieuniknionej niepełnosprawności intelektualnej gatunku. Dysponujemy zarówno nauką, jak i technologią, które pozwolą nam zidentyfikować i naprawić zmiany w sposobie czytania, zanim się utrwalą. Ważne abyśmy znali prawdę i rozumieli procesy i zjawiska.  Jeśli postaramy się zrozumieć, co dokładnie stracimy, możemy jeszcze powstrzymać katastrofę kulturową, jakim byłaby utrata umiejętności „głębokiego czytania” na rzecz klątwy czytania internetowego.

Marek Słomski    


Nadchodzą wakacje…

  1. W tych dniach nasze dzieci i młodzież rozpoczęli wakacje. Dotyczy to także studentów, którzy wrócą do uczelni dopiero w październiku…. oczywiście tylko tacy, którzy nie muszą przechodzić sesji poprawkowej.
  2. W edukacji więc wakacje, ale pozostałe dziedziny życia publicznego wakacji nie mają poza… radnymi i parlamentarzystami – tu także praktykowane są wakacyjne przerwy nawet w niektórych przypadkach dwumiesięczne.
  3. To taki mały wstęp rozluźniający, aby poruszyć temat zasadniczy zupełnie nie wesoły a mianowicie temat drożyzny i zarazem spadku realnego wartości pieniądza, czyli inflacji, której skutki – a te są tylko negatywne- dotykają wszystkich zarówno wytwórców jak i konsumentów. Zacznijmy więc od tej drugiej.
  4. Już w ostatnich miesiącach 2021 roku poziom inflacji rósł. Rok 2022 powitał nas wynikiem rzędu 8,6%, na co rząd odpowiedział uruchomieniem w lutym tarczy antyinflacyjnej. Niewiele ona dała i w efekcie GUS podał, że w marcu bieżącego roku poziom inflacji w Polsce przekroczył próg 10% (10,6%), a w kolejnym miesiącu wyniósł aż 12,4%. Natomiast w maju inflacja cen konsumpcyjnych w Polsce wyniosła 13,9 proc. w ujęciu rocznym. Ten odczyt był najwyższy od marca 1998 roku, kiedy inflacja również wyniosła 13,9 procent. 
  5.  Na dodatek na ten moment te prognozy dotyczące wzrostu inflacji w Polsce w 2022 roku nie są pozytywne. Można zakładać, że w całym bieżącym roku może ona przekraczać poziom 10 proc., co oznacza już inflację galopującą! Co powoduje inflacja zwłaszcza ta galopująca?
  6. Ekonomiści zgodnie twierdzą, że zdrowa inflacja może sięgać maksymalnie 5 proc., natomiast jeśli inflacja przekroczy 10% to jest inflacja galopująca, która wywołuje wiele negatywnych skutków takich jak: rosnące ceny w sklepach czy punktach usługowych; malejącą stopę życiową społeczeństwa; szybkie topnienie oszczędności, wraz ze zmniejszaniem się siły nabywczej pieniądza; utrudnienie w prowadzeniu działalności gospodarczej; zmniejszoną liczbę nowo podejmowanych inwestycji; droższe kredyty, w tym kredyty hipoteczne, wyższe podatki.
  7. Zatem inflacja, zwłaszcza na poziomie obecnie notowanym jest szalenie groźna. Co ją spowodowało?  Według finansistów jedną z przyczyn inflacji jest podaż pieniądza w gospodarce – im jest większa, tym większe jest ryzyko inflacyjne. Podaż pieniądza jest uzależniona od działań rządu, czyli od ilości drukowanych środków (emisji pieniądza) i od polityki monetarnej. Chodzi tu przede wszystkim o ilość pieniądza „wpompowanego” do obiegu poprzez np. skup bądź emisję różnego rodzaju papierów wartościowych. Wreszcie, mówiąc ogólnikowo, na inflację wpływa stan gospodarki danego kraju i równowaga jego budżetu….
  8. Zatem wszystko wiadomo…wiadomo, bo wszyscy już wiemy skąd się wzięły te pieniądze, które obecny rząd rzekomo znalazł, a których, kiedyś wcześniej nie było… wzięły się z drukowania a świadczy o tym … galopująca inflacja, ale …, ale jest jeszcze inni powód, również równolegle wzmagający inflację. A jest to wzrost cen wywołany wzrostem popytu.…
  9. Otóż na poziom inflacji wpływa tzw. zagregowany popyt konsumentów. Mówiąc prościej, jeśli obywatelom wiedzie się lepiej i dysponują odpowiednimi środkami, to oczywiście chcą więcej wydawać, w konsekwencji zaś rosną ceny.  A jak te ceny wrosły w ostatnim miesiącach to każdy z nas widzi i czuje w swoim portfelu…, niektóre produkty i usługi zdrożały ponad dwukrotnie. I w tym miejscu przechodzimy do wywołanego na początku tematu drożyzny, której konsekwencji nie są w stanie już pokryć (podobnie jak konsekwencji inflacji) różne formy dopłat, czyli rozwinięty socjal….
  10. Zatem obywatele, którzy jak chwali się rząd, tak wiele od niego dostają- jednocześnie jeszcze więcej tracą z powodu galopującej inflacji i drożyzny, którymi to już rząd się nie chwali tylko obarcza winą za nie …Putina. Niezależnie, że Putin to morderca – co pokazuje na Ukrainie – to jednak nie Putin uruchomił drukarki pieniędzy w Polsce i to nie Putin prowadzi nierozważną politykę socjal-dotacyjną w Polsce. A to właśnie to drukowanie, jak wykazali cytowani wyżej specjaliści w tematach – i to rozdawnictwo spowodowały polską – inflację i drożyznę.
  11. Co do drożyzny to obecną cechuje nie tylko wyjątkowo wysoki wzrost procentowy, ale i jej powszechność – właściwie nie ma dziedziny produktu usługi, których ceny poważnie nie wzrosły, bywają takie (np. papier, który jako wydawca kupuję więc wiem), które zdrożały kilkukrotnie! Kilkukrotnie. Według majowego raportu o stanie cen w sklepach, w kwietniu br. codzienne zakupy były droższe o prawie 22%, niż w analogicznym okresie ub. roku. Znów w relacji rocznej najmocniej podrożały produkty tłuszczowe. Poszły w górę aż o ponad 51%. Mocno też zdrożało mięso, bo o 31%, pieczywo – o 28,1%, a warzywa skoczyły o 22%. Eksperci komentujący te wyniki, uważają, że to nie koniec złych wiadomości. Niedługo w sklepach może być drożej nawet o 30%.
  12. Jak wynika z najnowszych wiadomości w mediach publicznych oraz faktu, że zaczynają się wakacje, w Polsce żyje się jednak dostanie a na dodatek wesoło i kolorowo. ms


MAJ





Każdy jest winien 38 703 zł

1. O tym, że dług Państwa rośnie wiadomo nie od dziś. Licznik długu pokazuje, że w marcu zadłużenie Skarbu Państwa urosło o około 3,3 mld złotych. W sumie sięga prawie 1,15 bln zł. Żeby spłacić długi, każdy obywatel musiałby oddać kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale jak się okazuje to jednak nie cały dług publiczny – ponadto na koniec 2021 roku, ponad 260 mld długu Państwa znajdowało się w zobowiązaniach rządu zawartych poza ewidencjonowaniem budżetowym, czyli także poza kontrolą parlamentu.

2. Jak to możliwe? Ano możliwe – wszystko z powodu tzw. wypychania niektórych wydatków Państwa poza oficjalny budżet. Takie wypychanie kolejnych wydatków państwa poza oficjalny budżet to swoista specjalność rządów obecnego premiera. W praktyce polega to na tworzeniu kolejnych specjalnych funduszy i ma przede wszystkim związek z finansowaniem pomocy w trakcie pandemii poprzez Polski Fundusz Rozwoju a ostatnio także przez tworzenie specjalnych funduszy w Banku Gospodarstwa Krajowego, które nie są uwzględniane w krajowej definicji długu.

3. W tym roku to pozabudżetowe zadłużenie będzie jeszcze większe, bo przecież pączkują kolejne fundusze przy BGK takie jak Fundusz Pomocy dla Uchodźców czy Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Widzimy też kolejne przedsięwzięcia finansowane z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 i Rządowego Funduszu Polski Ład, które również działają przy BGK i ich wydatki nie podlegają kontroli parlamentu.

4. Taka praktyka działania rządu, czyli polityka swoistego zamydlania rzeczywistego stanu finansów Państwa jest powszechnie krytykowana przez ekonomistów. Problem przejrzystości finansów publicznych w Polsce nasilił się po wybuchu pandemii COVID-19. Różnica w wielkości państwowego długu publicznego, który wynika z budżetu a długu sektora instytucji rządowych i samorządowych, który uwzględnia wszystkie zobowiązania, również te wypchnięte poza budżet zwiększyła się na koniec 2021 roku do 260 mld zł. z 55 mld zł przed pandemią– mówi Marcin Kujawski, starszy ekonomista Banku BNP Paribas.

5.  Powinniśmy mieć czytelną sytuację, powinny być zaniechane wszystkie te praktyki, które czynią politykę fiskalną niewiarygodną, bo czynią ją nieczytelną. – mówił niedawno na łamach „Business Insider Polska” profesor Jerzy Hausner, były członek Rady Polityki Pieniężnej, odnosząc się do podpisanej ustawy budżetowej, poza którą znalazło się około 20% wydatków Państwa w wyniku wspomnianego wypychania przez rząd poza budżet niektórych z tych wydatków.

6. Z kolei Marian Banaś, prezes Najwyższej Izby Kontroli, mówił już w połowie ubiegłego roku, że rząd zastosował bezprecedensowe mechanizmy służące wypychaniu wydatków poza budżet. – Kreatywna księgowość budżetowa i niska przejrzystość finansów publicznych mogą spowodować poważny kryzys gospodarczy, którego ofiarami będą obywatele – oceniał Banaś.

7. O tym, że ofiarami takiej polityki obecnego rządu będą obywatele to stwierdzenie równie kluczowe co oczywiste. Już dzisiaj, aby spłacić dług publiczny Państwa liczony tylko w jego oficjalnym budżetowej wielkości, to każdy obywatel także niemowlę i starcy musiałby oddać około 38703 zł. Już dzisiaj wszyscy i nie tylko przedsiębiorcy ponosimy skutki materialne i drożyzny, galopującej inflacji, i wzrostu innych kosztów życia wynikających tak naprawdę z szukania przez rząd pieniędzy, gdzie da i gdzie się nie da. No ale rząd pieniądze musi mieć, aby dobrym być – nie będę już wymieniał znanych powszechnie form tej „dobroci”.

Marek Słomski

Brytyjczycy pogłębiają badania nad e-papierosami: tym razem rozpracowują ich rolę w rozpoczynaniu i rzucaniu palenia

W dyskusji na temat alternatyw dla palenia często podejmuje się temat początkowych doświadczeń osób młodych i tego, co może stanowić dla nich swoistą „bramę” do uzależnienia.
Spostrzeżenia płynące z badania przeprowadzonego przez University College London zaprzeczają tezie, że e-papierosy są początkiem nałogu wśród młodych.  A trzeba podkreślić, że zostało ono sfinansowane przez Cancer Research UK, uznaną i niezależną instytucję naukową w Wielkiej Brytanii.
Dr Emma Beard, pod kierunkiem której powstała praca, mówi: – Wyniki te sugerują, że można wykluczyć duży efekt „bramy”, o którym donoszono w poprzednich badaniach, zwłaszcza wśród osób w wieku od 18 do 24 lat. Współautor badania, profesor Lion Shahab, dodaje: – Wyniki te są ważne, biorąc pod uwagę sprzeczne zalecenia organów służby zdrowia i rządów w różnych krajach. Dotychczasowe badania potwierdzają tezę, że e-papierosy są mniej szkodliwe niż tytoń i pomagają palaczom rzucić palenie. Naukowcy stwierdzili, że zmiany w rozpowszechnieniu używania e-papierosów wśród osób w badanej grupie wiekowej w Anglii „nie wydają się być związane ze wzrostem liczby osób palących”. Oszacowali, że nawet w najgorszym scenariuszu, tylko jedna na 10 młodych osób używających e-papierosów stanie się nałogowym palaczem tytoniu.
Inne brytyjskie instytucje już od jakiegoś czasu otwarcie poruszają temat roli e-papierosów w rzucaniu palenia, co więcej, Public Health England oraz Royal College of Physicians oficjalnie stwierdziły, że e-papierosy mogą być potencjalnie mniej szkodliwe nawet o ok. 90- 95 proc od tradycyjnych. A to głównie dzięki temu, że nie wydzielają dymu, najbardziej niebezpiecznego dla czynnych palaczy, ale szkodliwego także dla biernych.
Na rynku pojawiają się również produkty z zupełnie innej kategorii, która może być nikotynową alternatywą dla tradycyjnych papierosów. Saszetki nikotynowe są jeszcze stosunkowo nową kategorią (na polskim rynku można już jednak wybierać, wśród nich mamy np. VELO) i w niczym nie przypominają tradycyjnych papierosów. Umieszcza się je pomiędzy dziąsłem a wargą, co pozwala na uwolnienie się nikotyny. Fakt, że nie zawierają one tytoniu sprawia, że naukowcy oceniają ich szkodliwość jako jeszcze niższą, niż wspomnianych e-papierosów, także tych działających w systemach zamkniętych, czyli z gotowymi, przebadanymi laboratoryjnie kartridżami, do których należą m, in. Vuse ePod. Stworzono nawet specjalną skalę, która określa wpływ produktów nikotynowych na organizm (tzw. risk continuum), a jako mniej szkodliwe od tradycyjnych papierosów znajdziemy na niej również podgrzewacze tytoniu.


KWIECIEŃ



Wszystko wiedzą ci co wiedzą

  • Można się obawiać, że sprawa Smoleńska wraca nie dlatego, że rząd trafił na faktycznie zmieniające obraz całości dowody, ale dlatego, że sytuacja międzynarodowa wyjątkowo sprzyja narracji o rosyjskim spisku – pisze wczoraj dla WP znany publicysta Jakub Majmurek.
  • W ostatnich tygodniach cały świat przekonał się, że Putin jest zbrodniarzem wojennym, że w realizacji swoich politycznych celów nie cofnie się przed niczym…Wszystko to tworzy klimat, w którym pytanie „a może Putin faktycznie byłby zdolny do tego, by zabić Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku” przestaje brzmieć absurdalnie nawet dla osób traktujących raporty Macierewicza jako kiepską fantastykę – kontynuuje Majmurek.
  • Jednak to, że Putin i jego reżim byliby zdolni do zamachu w Smoleńsku, nie znaczy jeszcze wcale, że go dokonali. Świadczyć mogą o tym tylko twarde dowody, wskazujące na zamach 10.04.2010 roku i prowadzące wprost do Putina. Dopóki takich dowodów nie ma, dopóty stojącym na czele Polski politykom nie wolno wysuwać nieprzemyślanych oskarżeń – konkluduje publicysta.
  • Logika J. Majmurka jest bez zarzutu i konkluzja jak najbardziej słuszna. Jednakże to w niczym nie zmienia faktu, że rządząca partia z jej przywódcą nie zamierza stracić takiej geopolitycznej okazji jaką jest agresja rosyjska na Ukrainę, aby odgrzać tezę o zamachu smoleńskim i przy okazji po raz kolejny wskazać nie tylko Putina jako organizatora tego szaleństwa, ale także przypomnieć i oskarżyć o współudział jego krajowych rzekomych wspólników i popleczników, czyli ludzi byłej PO z Tuskiem na czele.
  • Początek realizacji tego pomysłu polityczno-wyborczego mającego na dodatek odciągnąć uwagę Polaków od realnych problemów (poczucie zagrożenia i skutkami wojny i wojenną retoryką, drożyzna, inflacja skutkująca wysoką podwyżką rat kredytowych itd.) możemy wyraźnie obserwować od kilku dni. A jego apogeum inauguracyjne przypadło na ostatnią niedzielę i uzewnętrzniło się podczas oficjalnych i partyjnych obchodów 12 rocznicy katastrofy smoleńskiej.
  • Dowiedzieliśmy się podczas tych obchodów a zwłaszcza podczas przemówienia zamykającego rocznicowy dzień, że „już wszystko wiemy…” Oczywiście to „co wiemy” wiedzą tylko ci co wiedzą, ponieważ żadne konkrety za tym stwierdzeniem o „jasności w temacie” nie poszły i pozostaje nam przyjmować na wiarę, że w ogóle jakiekolwiek udokumentowane konkrety, potwierdzające tezę o zamachu, istnieją.
  • Owe „wszystko wiemy” zabrzmiało zatem zupełnie podobnie i podobnie gołosłownie jak wcześniejsze stwierdzenia o „dojściu do prawdy” od lat padające podczas smoleńskich miesięcznic i rocznic. Zabrzmiały podobnie acz świeżo, ponieważ z powodu wywołanej głównie pandemią, dwuletniej przerwy w publicznych obchodach smoleńskich, dawno już ich nie słyszeliśmy.
  • Na koniec tych rozważań jeszcze raz wróćmy do tekstu Majmurka: Choć cały świat widzi, do czego zdolny jest Putin, nie znaczy to jeszcze, że uwierzy w to, co o zamachu opowiadać będą Kaczyński z Macierewiczem, jeśli nie przedstawią poważnych dowodów. Jeśli bez ich przedstawienia będą starali się wykorzystać dramat Ukrainy do umocnienia własnej narracji o zamachu, nie przysporzy to powagi polskiemu państwu, a nawet może utrudnić mu skuteczne zabieganie o swoje interesy. Być może w najbliższych dniach Kaczyński przedstawi dowody, które unieważnią krytyki takie jak powyższa. Ale jeśli tego nie zrobi, odpalenie Smoleńska w tym momencie świadczyć będzie wyłącznie o jego skrajnym braku odpowiedzialności za państwo i niezdolności do myślenia w innych kategoriach niż partyjne nawalanki – podsumowuje publicysta.
  • Poniedziałkowa, przedstawiona już po tekście Majmurka, prezentacja raportu Komisji Macierewicza nie ujawniła niczego czego byśmy do tej pory nie wiedzieli o katastrofie, włącznie z tezami KM o wybuchu- dowodów jak nie było tak nie ma. Tak to też skomentowała większość publicystów zarzucając dodatkowo niestosowność, szczególnie wobec rodzin, publicznego prezentowania przy tej okazji drastycznych zdjęć ciał ofiar katastrofy. Marek Słomski

MARZEC


Nie będziemy prosić o pomoc

  • Według danych Eurostatu, w czwartym kwartale było w Polsce 137 430 wakatów, co stanowiło 1 proc. wszystkich miejsc pracy. Tymczasem schroniło się u nas 2,2 mln osób z Ukrainy. Przy takiej liczbie uchodźców oraz fakcie, że prawdopodobnie jedna trzecia z nich to osoby (głównie kobiety) mogące podjąć pracę – szacuje Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan – wynika, że potrzebnych byłoby około 700 tys. miejsc pracy. Uwzględniając obie liczby, można oszacować, że zapewnić pracę jesteśmy w stanie maksymalnie dla zaledwie 19 proc. osób, które potencjalnie mogą być chętne do podjęcia zatrudnienia.
  • Pisałem tydzień temu o tym, że skuteczna pomoc dla ukraińskich uchodźców wymaga zaangażowania całej Europy nie tylko Polski, nawet jeśli do Polski uciekło i w Polsce nadal przebywa gro obywateli Ukrainy, którzy opuścili w dniach wojny swój kraj. Podobny pogląd wyraził też podczas przemówienia na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie prezydent J. Biden obiecując amerykańskie dolary także dla Polski, z przeznaczeniem na pomoc Ukraińcom.
  • Jedną z form pomocy, która dopiero przed nami, to jest właśnie zaoferowanie uchodźcom zatrudnienia – nikt bowiem nie wie, jak długo to przymusowe przebywanie poza granicami swojego kraju dla Ukraińców potrwa. I w tym obszarze możliwości innych krajów europejskich są znacznie bardziej efektywne jak Polski, a już zupełnie nieporównywalnie większe w stosunku do ilości przybyłych uchodźców.
  • Najwięcej wakatów jest w Niemczech, bo aż 1 mln 689 tys., a na drugim miejscu jest Wielka Brytania 1 mln 149 tys. – wynika z najnowszych danych Eurostatu. Na dalszych miejscach są: Holandia z 376 tys. wakatów i Czechy z 236 tys. Jak wiadomo do tych krajów przybyło kilkakrotnie mniej uchodźców jak do Polski.
  • Lepiej pod tym względem jest także w innych krajach, tym razem tych graniczących z Ukrainą – i tak: do Rumunii uciekło 555 tys. osób, a wolnych miejsc pracy czeka tam 45,6 tys. Potencjalnie są w stanie zatrudnić 25 proc. uchodźców. Na Węgry trafiło 324 tys. Ukraińców, a wakatów było 80 tys., czyli potencjał jest na zatrudnienie 74 proc. Do Słowacji pojechało 257 tys., a wakatów było 18 tys., czyli pracę może potencjalnie znaleźć 21 proc.
  • Mimo ograniczonych możliwości zatrudnienia w Polsce wynikających z sytuacji na rynku pracy, czyli ilości wolnych miejsc pracy, spec ustawa zapewniła Ukraińcom właśnie u nas najlepsze warunki formalne uzyskania zatrudnienia. Jak mówi dla Business Insider Jarosław Szajner, szef Urzędu do spraw cudzoziemców. – Uchodźcy nie będą musieli składać wniosków i starać się o status uchodźcy. Zapewnimy im legalny pobyt i dostęp do instytucji tak, jakby byli już po otrzymaniu tego statusu uchodźcy. Zmiany wejdą w życie z mocy ustawy, jedynym potwierdzeniem statusu uchodźcy, będzie stempel w paszporcie z datą przybycia na terytorium RP lub innym dokumencie podróży, jaki dana osoba przy sobie miała –Ponadto osoby, które już w Polsce pracowały mają na podstawie specustawy przedłużony pobyt. Zatrudnienie obywatela Ukrainy czy założenie działalności jest takie samo, jak obywateli Polski, mogą zakładać jednoosobową działalność gospodarczą, mogą kontynuować działalność z Ukrainy, zatrudniać obywateli Ukrainy….
  • Jednak wracając do realnej chłonności naszego rynku pracy i faktu, że obywatele Ukrainy mają prawo do zasiłku dla bezrobotnych należy się spodziewać że Fundusz, z którego te zasiłki są wypłacane, zostanie w najbliższym czasie bardzo poważnie obciążony…, oby nie zbankrutował! W tym kontekście ostatnia wypowiedź z ubiegłego tygodnia prezesa, że do pomocy (z UE) co prawda mamy prawo, ale nie będziemy o nią prosić, jawi się jako mało poważne podejście do tematu.
  • Marek Słomski
NASZ FELIETON:

Znowu zaczęli…

  1. Wojna na Ukrainie to straszne doświadczenie, którego lepiej by było aby nikt nigdy nie musiał doznawać, które lepiej aby się nam, światu ale zwłaszcza Ukraińcom i Rosjanom nie przydarzyło . Ale w naszym polskim krajobrazie ta wojna spowodowała też – być może niespodziewanie – zjawiska napawające otuchą. Mam tu na myśli zwłaszcza zarówno powszechną jak i udowadnianą praktycznym codziennym działaniem solidarność Polaków Ukraińcami ale nie tylko to…
  2. Zaraz po wybuchu wojny na Ukrainie dało się zauważyć bowiem zaprzestanie w codziennym przekazie polskiej telewizji publicznej walk w innej, trwającej od lat, wojnie – wojnie polsko – polskiej. Ta nagła cisza na tym polu walki wynikała, z odwrócenia uwagi na rzeczywiście poważne i groźne dla światowego pokoju wydarzenia jakim jest potępienia godna, putinowska agresja i cierpienia zaatakowanej ludności ukraińskiej.
  3. Niestety to pozytywne a swoiste zawieszenie broni w tym, stałym już politycznym zwyczaju ostatnich lat w Polsce , czyli propagandowym wzajemnym ujadaniu, nie okazało się trwałe i cieszyło nas zaledwie dni kilka ..no może z tydzień z okładem. Aktualnie mamy zaś wyraźną wznowę stanu zwarcia totalnego rządzących i opozycji (głównie tej z PO).
  4. I tak jak wojna na Ukrainie spowodowała to polskie zawieszenie broni tak ta sama wojna stała się także nową Inspiracją dla wspomnianej wznowy a teza, którą dzisiaj karmiony jest lud to teza, że winę za oczywiście karygodne, mordowanie przez ruskich żołnierzy, ukraińskich obywateli w tym dzieci i cywilów oraz niszczenie ukraińskiego mienia ponosi nie kto inny ale Tusk Donald i spółka- to oni bowiem zachęcili tak czy inaczej Putina aby poszedł On dalej w swoich imperialnych planach i zaatakował niepodległą Ukrainę.
  5. Do tego dochodzi ożywienie mitu smoleńskiego – ta brutalna i potępienia godna agresja Putina na Ukrainę, według diagnozy stawianej w telewizji publicznej , udowadnia ponoć niezbicie, że katastrofa smoleńska to nie katastrofa ale zamach rosyjski i nie tylko to udawania ale także to, że za zamachem tym stoi …nie kto inny jak Tusk i spółka o czym przypominają i co dokumentują wznawiane z częstotliwości tykania zegara zdjęcia Tuska i Putina obejmujących się w 2010 na miejscu tragedii a także zdjęcia Kopacz z herbatką w moskiewskim prosektorium.
  6. Aby nie było już żadnych wątpliwości kto zacz i za czym kto stoi to dziennikarz TVP naciera na Tuska z pytaniem, które tak postawione nie jest zresztą pytaniem a twierdzeniem : ?….. dziennikarz tak pyta i pyta o to Tuska nie Putina lub jego rzecznika.
  7. Tak, że to małe szczęście czyli koniec ujadania w tym wielkim nieszczęściu czyli wojnie na Ukrainie okazało się bardzo krótkotrwałe….ogary ponownie poszły w las i huczy aż uszy bolą…
  8. W przeciwieństwie do- podnieconych nowymi możliwościami propagandowymi jakie przyniosła im wojna- politykom to obywatele na ogół zaangażowani są w realną pomoc. Politycy zatem pieką swoją pieczeń w ogniu inskanderów gdy tymczasem Polacy przyjmują do domu uciekinierów i zbierają co się da wysyłając pomoc w setkach TIR-ów przekraczających codziennie granice polsko-ukraińską i…. nie pamiętając złego.
    Marek Słomski

STYCZEŃ

GRUDZIEŃ



LISTOPAD


Październik

WRZESIEŃ



2021

MAJ

KWIECIEŃ

MARZEC

LUTY

STYCZEŃ


GRUDZIEŃ

LISTOPAD